Nieznane kulisy operacji Złoty Pociąg - fragment książki
- Przez kruku --
- Monday, 20 Nov, 2023
Szum medialny wokół pociągu pancernego, powstały w połowie 2015 roku, wymaga szerszego spojrzenia na kulisy tej historii, która ponoć zaczęła się w 2012 roku. Wówczas w Wałbrzychu grupa eksploratorów założyła stowarzyszenie pod nazwą Dolnośląska Grupa Badawcza (dalej SDGB). Pierwszym prezesem stowarzyszenia został Tomasz Jurek, wiceprezesem zaś Piotr Koper. Do SDGB szybko dołączył Andreas Richter, który prace badawcze stowarzyszenia wspomagał swoim urządzeniem o wdzięcznej nazwie KS-700. Na swojej stronie internetowej SDGB informowała o licznych pracach wykonanych w zamku Książ, w okolicy Mauzoleum w Wałbrzychu, w katedrze w Nysie oraz w klasztorze dominikanów w Ząbkowicach Śląskich.
W grupie znalazł się również Tadeusz Słowikowski, który pokazując mapy i projekty badawcze z 2003 roku, starał się namówić kolegów na powrót do prac badawczych w rejonie 61 oraz 65 kilometra na szlaku kolejowym wiodącym z Wrocławia do Wałbrzycha. Jednak SDGB wolała się w tym czasie skupić na nowych projektach, uznając, że przystąpienie do negocjacji z PKP (zarządcą terenu) byłoby nie lada wyzwaniem. Tymczasem dwóch członków SDGB pilnie przysłuchiwało się relacjom Słowikowskiego i w końcu postanowili, że prywatnie, poza wiedzą kolegów, przeprowadzą własne poszukiwania. W słynnym wystąpieniu w TVP Info w dniu 4 września 2015 roku Piotr Koper w obecności Andreasa Richtera oświadczył, że przy typowaniu miejsca znaleziska posługiwali się własną zdobytą wiedzą, wykorzystując do tego zeznania własnych świadków oraz własny sprzęt i jego możliwości. Nie ulega wątpliwości, że takie badania Koper i Richter przeprowadzili, analizując posiadane mapy czy szukając rzekomych świadków.
W rozmowie z dziennikarką Joanną Lamparską radca prawny Jarosław Chmielewski (reprezentował interesy prawne Kopra i Richtera) przyznał, że nikt nie neguje zasług pana Tadeusza Słowikowskiego, ale Koper i Richter znaleźli własnych świadków (autochtoni i robotnicy przymusowi). Pozyskali też informacje od żołnierzy niemieckich, którzy byli naocznymi świadkami. Teren znaleziska oglądał archeolog, który badał piramidy w Sudanie – zapewne chodzi o dr. Adama Szynkiewicza. Na koniec Pan Chmielewski mocno podkreślił, że SDGB nie miała udziału w badaniach Kopra i Richtera [za: Lamparska Joanna, „Złoty Pociąg. Krótka historia szaleństwa”, Warszawa 2016, s. 207].
Jednak mapy i ustne relacje to raczej za mało, aby można było się obwołać znalazcami pociągu pancernego. Potrzebny był co najmniej jeden twardy dowód. W zasadzie rzecz porzuconą, zgubioną znajduje się przypadkowo – stąd powszechnie stosuje się termin – rzecz znaleziona, którą zgodnie z prawem należy oddać osobie uprawnionej do jej odbioru, a gdy to nie jest możliwe, to znalezioną rzecz należy oddać do właściwego starostwa.
Niespodziewanie szybko okazało się, że Koper z Richterem bez zezwolenia od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz poza wiedzą zarządcy terenu (PKP) przeprowadzili „po cichu” jakieś badania z użyciem urządzenia KS-700. Ponadto w sprawę mocno zaangażowane zostały osoby zajmujące się radiestezją, które dodatkowo przebadały teren swoimi wahadełkami i różdżkami [O badaniach georadarem i radiestetach wspomina Marta Gołębiewska w artykule „Gdzie jest niemiecki złoty pociąg”, „Gazeta Wyborcza. Wrocław”, 20 sierpnia 2015 roku.]. Urządzenie KS-700 to swego rodzaju georadar, dzięki któremu wykonywane są punktowe, wgłębne pomiary terenu. Na podstawie odczytów i oprogramowania graficznego powstają falogramy w postaci przestrzennej, kolorowej wizualizacji. Niestety tego rodzaju wizje przestrzenne są trudne do interpretacji. Można powiedzieć, że każdy widzi obraz według własnej wyobraźni. Rodzimi eksperci z techniki badań geofizycznych wiele razy zwracali uwagę, że KS-700 nie daje wiarygodnych wyników na głębokości poniżej dwóch metrów od powierzchni terenu. Jednak przed oczami Kopra i Richtera pojawiły się zarysy czegoś, co miało przypominać kształt pociągu. Taka autorska wizja powstała w 2014 roku, czyli co najmniej kilkanaście miesięcy wcześniej przed oficjalnym zgłoszeniem znaleziska.
Ciekawy wątek w tej sprawie odnaleźć można w rozmowie dziennikarki Joanny Lamparskiej z Jarosławem Kossowskim, biznesmenem z Wielkopolski, który zaskoczył panią Joannę taką wypowiedzią: „Miałem oryginalne zdjęcia pociągu pancernego do PRZYMIERZENIA do skanu georadarowego” [za: Lamparska Joanna, „Złoty Pociąg. Krótka historia szaleństwa”, Warszawa 2016, s. 227]. Dalej dziennikarka domyśla się, że gdyby położone zostało na przykład zdjęcie sfotografowanego z góry pociągu pancernego na skan z georadaru, to kształty wagonów mogłyby się pokryć z obrazami ze zdjęcia i skanu. Ta ciekawa hipoteza doczekała się finału, ale dopiero we wrześniu 2015 roku. Tak skompilowany skan z pociągiem pancernym nie został schowany do archiwum eksploratorów jako ciekawostka, lecz odwrotnie, zaczął nabierać magicznej mocy, porównywalnej chyba tylko z wybuchem meteorytu na Kamczatce. W tym przypadku jednak miejscem na Ziemi była działka Nr 217/3 w Wałbrzychu, zarządzana przez PKP.

Fragment książki Romualda Owczarka „Nieznane kulisy operacji Złoty Pociąg”
Wydawnictwo Technol, Kraków 2023
Książka do nabycia na stronie www.wydawnictwotechnol.pl

